Inferno, Hans Zimmer

Inferno to już trzecia część opowieści o profesorze Langdonie, specjaliście od symboliki, który jeżdżąc po świecie, rozwiązuje zagadki. Tym razem musi znaleźć źródło wirusa, nim rozprzestrzeni się on po świecie. Czytałam książkę i widziałam poprzednie części, więc i Inferno znalazło się na mojej liście 🙂

Co więcej – uwielbiam Zimmera. Miłością wielką i bezwarunkową. Mimo to muzycznie Inferno nie zachwyciło mnie. Choć w sieci wiele recenzji to zachwyty, mnie Inferno zgrzyta, aczkolwiek wiem dlaczego – bo uwielbiam gdy płyta z muzyką może mi towarzyszyć także w oderwaniu od filmu. Gdy jest tak silna, że słuchając kolejnych utworów, widzę sceny, którym towarzyszyła… Tymczasem soundtrack Inferno to kawał ciekawych utworów z zakresu muzyki elektronicznej, z nowatorskimi rozwiązaniami, które jednak pozostają raczej na poziomie tworzenia tła, na poziomie scen bez których nie są w stanie dobrze funkcjonować.

Początek bez obrazu słucha się ciężko. „Może ból nas ocali” („Maybe pain can save us”) to ilustracja majaków, przerażenia, zupełnej dezorientacji – więc ma prawo brzmieć właśnie tak, jak go słyszymy. Zgrzytać w elektronicznych akordach, przechodzić do denerwującego tik-tak, wydawać dźwięki, które nie dawały się skupić Langdonowi, mieszając się ze światłem mrugających jarzeniówek.

Podobnie niełatwym do samodzielnego słuchania utworem jest „Szukać i znaleźć” („Seek and find”). Zgrzyty, ostre dźwięki, które nie do końca ze sobą harmonizują, wręcz szaleją, nie dają się słuchać w drodze do pracy, nie mówiąc już o pisaniu tekstów, czy analizowaniu danych. Co jednak ciekawe – nie czułam tego w kinie – tam te kawałki stały się na tyle silnie wspomnianym tłem, na tyle świetnie całość uzupełniły, że przyjęłam je jak najbardziej naturalnie.

Oczywiście na płycie znajdziemy też nawiązania, szczególnie do „Aniołów i demonów” Temat słychać m.in. w „Profesorze”, choć jest on znacznie bardziej mroczny, chłodny i poszarpany. Znów – widząc całą scenę, trudno oprzeć się wrażeniu, że tak musiało być, że żadne inne rozwiązanie w tym wypadku nie ilustrowałoby odpowiednio stanu psychiki Langdona.

Wśród tej szarpiącej plątaniny dźwięków znajdziemy jednak także i utwory trochę łagodniejsze. W moim odbiorze jest to Cerca Trova, Venice, czy Remove Langdon, które stanowią przykłady dobrej muzyki z thrillerów, pomagające budować emocje w szybkich, energicznych scenach, ale nie są tak trudne w odbiorze jak wcześniej opisane.

Mimo, że większość utworów można tu nazwać „ciekawymi”, to na pewno przykuwa uwagę „Cysterna” („The Cistern”) – agresywna, głośna i narzucająca rytm. Równocześnie kompozycja jest znacznie wzbogacona smyczkami, które odmieniają zupełnie dotychczasowe postrzeganie ścieżki, wprowadzając koloryt, którego trudno dopatrzeć się we wcześniejszych kawałkach.
Zastanawiające jest różne podejście recenzentów właśnie do Cystern – niektórzy piszą, że to ich ulubiony fragment całej płyty, inni przeciwnie – twierdzą, że odstaje od całości, że choćby temat Langdona został w nim niezwykle spłycony nic przy tym nie wnosząc.
Na pewno jest to utwór znacznie bliższy temu, co znamy z poprzednich przygód Langdona. I niewątpliwie bliższy zwykłemu słuchaczowi niż reszta piekielnego muzycznego obrazu, będąc pierwszą z 4 „ludzkich” kompozycji. Kolejną jest „Piękno pobudza duszę do działania” („Beauty Awakeness The Sould to Act”), które trochę przemyka w moim odczuciu, by przenieść nas zgrabnie do fortepianowej suity „Elisabeth”. Trwający 4,5 min temat jest najsilniejszą wskazówką co do postaci Elżbiety. I chyba jednym z tych, które mogłyby się stać samodzielną opowieścią, zaistnieć odrębnie od płyty.

Pod koniec Zimmer ponownie serwuje nam przez chwilę elektroniczny rollercoaster („Logika Tyranów” – „The Logic od Tyrants”). Jednak po wcześniejszym odpoczynku, a także złagodzeniu wymowy dzięki spleceniu elektroniki z instrumentami klasycznymi, (mniej więcej w połowie kompozycji elektronika zanika, początkowo miałam nawet wrażenie, że to dwa odrębne utwory oparte na tym samym temacie) odbiór jest przyjemny. To ręka Zimmera jaką można rozpoznać na wielu innych ścieżkach.

Kolejna muzyczna ilustracja -„Życie musi mieć swoje tajemnice” („Life must have it’s mysteries”) jest nową odmianą jednego z moich ulubionych tematów tej trylogii –  „Chevaliers Sangreala”. Spokojną, świetlistą, lekko płynącą, ale wyrazistą.

Jakie jest „Inferno”? Chyba nie da się go jednoznacznie podsumować. To ścieżka, która według mnie nie dostanie Oscara, nie jest też nominowana do Grammy. Jest na to zbyt trudna w odbiorze, nie porywa tłumów. Równocześnie jednak jest naprawdę silnym, świetnie uzupełniającym tłem muzycznym dla poszczególnych scen, zachowując przy tym świeżość i sięgając po nowe rozwiązania.

Utwory:
Maybe Pain Can Save Us
Cerca Trova
I’m Feeling A Tad Vulnerable
Seek And Find
Professor
Venice
Via Dolorosa #12 Apartment 3C
Remove Langdon
Doing Nothing Terrifies Me
The Cistern*
Beauty Awakens The Soul To Act
Elizabeth*
The logic of tyrants
Life must have its mysteries*
Life Must Have its Mysteries
Our Own Hell On Earth

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

    Archiwa

    Kategorie

    Anna Opublikowane przez:

    Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

    Dodaj komentarz